8 listopada 2014

"W stanie naruszonym"

Zamierzałam jakiś czas temu napisać post z porównaniem księgarni internetowych, z których miałam okazję korzystać. Wówczas chciałam, żeby miał on formę polecającą strony, na których zamawianie książek przebiegło dla mnie bezproblemowo i byłam zadowolona z całej usługi, od dostępności pozycji w magazynie po czas dostarczenia przesyłki do mojego domu. W trakcie rozmyślania nad tym pomysłem stało się coś, co sprawiło, że postanowiłam skupić się tylko na ostatnim etapie wysyłania książek drogą pocztową - stanie, w którym docierały na miejsce. A co najlepsze, całkowicie odrzuciłam koncept księgarni internetowych, bo nie miały one najmniejszego wpływu na negatywny charakter tego wpisu. Rzadko pojawiają się tutaj teksty, które nie są recenzją lub zapowiedzią książki. Ten jest w sumie pierwszym w takim klimacie i może zapoczątkuje serię innych, nieco bardziej pozytywnych. Ten temat ugodził jednak we wrażliwą część mnie, która jest wrażliwa na punkcie dbania o książki na tyle, by nie zwrócić uwagi na takie zaniedbanie i brak szacunku dla przesyłek. Bo niby dlaczego ktoś obcy miałby dbać o naszą własność?

Wiele mówi się złego o Poczcie Polskiej, ale głównie dochodziły do mnie skargi na temat czasu dostarczenia przesyłek lub ich magicznym zaginięciu. Jak dotąd nie zdarzyło mi się za bardzo na te kwestie narzekać - paczki przychodziły w ciągu standardowych trzech dni od ich nadania przez wydawnictwo lub księgarnię. Nadal przychodzą, ale stan niektórych bardzo mnie zaskoczył i zaczęłam wątpić w szacunek osób obcych w stosunku do czyjejś własności. 

Całkowicie rozumiem biednego listonosza, który dźwiga codziennie tuziny paczek, chociaż w większości przypadków mojej nawet nie zabierał z poczty. W mojej skrzynce pocztowej znajdywałam kartkę informującą mnie o czekającej przesyłce. Nie przeszkadzało mi to, głównie ze względu, że i tak nie miałabym wcześniej jak jej odebrać, a nie wszystko do skrzynki się przecież zmieści. Jednak czasami, w przypadku jednej książki, listonosz uznał, że podoła zadaniu i nie zaniesie książki z powrotem, a za wszelką cenę zostawi ją pod wskazanym adresem. 

Czy ktoś z Was zastanawiał się kiedyś jak bardzo trzeba być upartym, by zmieścić 400-stronicową książkę w małym otworze skrzynki pocztowej?


Szukając Alaski była pierwszą pozycją, która przyszła do mnie w stanie naruszonym. Tył okładki był zgnieciony i szczerze wątpię, by została w takim stanie wysłana. Zniszczenie okładki oczywiście w żadnym stopniu nie zakłóca czytania, ale dla osoby, która dba (może czasem przesadnie) o książki, taki widok nie jest miły. Cokolwiek by to nie było, żadna osoba nie chciałaby zobaczyć swojej przesyłki w złym staniu. Książka to nie szkło, ale czy to czyni ją czymś mniej wartym uwagi?

W najgorszym stanie docierają do mnie jednak przesyłki zza granicy. Nie zdarzyło mi się, żeby koperta nie była w większej części rozerwana lub wyglądająca, jakby ktoś wyrywał ją z gardła dzikiej bestii. Takie są niestety realia, ludzie wierzą, że w środku znajdą coś wyjątkowo drogocennego, skoro przychodzi z innego kraju. Nie można powstrzymać uczucia przykrości, gdy pocztówka od przyjaciół przychodzi pogięta, jako oznaka braku szacunku. Niemniej jednak, cieszę się, że w końcu to wszystko chociaż do mnie dociera.


Najsmutniejszym widokiem był dotąd dla mnie stan Buntu. Okładka wraz z 1/3 stron została zgnieciona przez usilną próbę włożenia tej książki do skrzynki pocztowej. Z koperty wyjęłam tom całkowicie zagięty w drugą stronę. Cóż, nigdy nie zrozumiem, dlaczego tak musiało się stać. W końcu wiele razy listonosz wracał z paczką na pocztę, a zdarzyło mu się i zostawić ją u sąsiadów. Niestety, teraz na półce stoi egzemplarz, który jest przykładem tego, co nie chciałabym, by przytrafiło się mojej książce... 


To nie tak, że zawsze tak było. Na szczęście większość przesyłek zawsze dociera w stanie idealnym. Nie wiem, dlaczego w ostatnim czasie to się zmieniło. Jestem zadowolona z wielu księgarni. Każda z nich pakuje w książki w inny sposób, a od tego też wiele zależy. Kiedyś bardzo zaciekawiła mnie przesyłka od księgarni ZNAK - dostałam dwie książki tego samego dnia, w dwóch różnych opakowaniach. Jedna znajdowała się w pudełku, dodatkowo owinięta folią, a druga w bąbelkowej kopercie. Od czego to zależy? Nie mam pojęcia, ale obie dotarły w stanie nienaruszonym. Bezpieczną opcją zawsze jest też kurier, któremu zniszczoną rzecz zawsze można oddać... Z niedbałością o zwykłe listy niestety będę musiała się pogodzić, choć szczerze wolałabym, żeby to się nie zdarzało.

Wylałam swoje żale, teraz pora na recenzje. Jestem również ciekawa, czy komuś z Was kiedykolwiek przydarzyło się otrzymać w paczce zniszczoną książkę (lub jakąkolwiek inną przesyłkę)? A może są księgarnie, na których wiele razy się sparzyliście? Albo takie, które wybitnie polecacie? 




6 komentarzy:

  1. Też bardzo zwracam uwagę na to, w jakim stanie otrzymuję książkę. Raczej nie korzystam z usług Poczty Polskiej - wolę odbierać w kioskach ruchu lub Paczkomatach. Tam nie zdarzyło mi się nigdy, by książka była w jakikolwiek sposób uszkodzona. A co do Poczty , to raz miałam podobną sytuację. Listonosz na siłę wepchał Deutsch Aktuell do skrzynki. Na szczęście, udało się ją w miarę 'wyprostować'.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na szczęście mi nigdy nie przytrafiła się jeszcze taka sytuacja i mam nadzieję, że się nie przytrafi. Rzadko dostaję przesyłki bezpośrednio do domu, raczej odbieram na poczcie. I chyba przy tym pozostanę, bo perspektywa wciskania książki przez listonosza do skrzynki na listy jakoś mi się nie uśmiecha :/ A jeśli chodzi o księgarnie internetowe, które polecam to jest to zdecydowanie bonito.pl :) Mają świetne ceny, często duże rabaty, a i z samymi książkami nie miałam do tej pory żadnych przykrych incydentów ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na szczęście nic się takiego mi nie przytrafiło. Masakra. Aż szkoda książek.Tak bardzo je kocham <3. Zapraszam do siebie http://wildheartlovee.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tyle dobrze, że u mnie listonosz dba o paczki i obchodzi się z nimi, jak ze szkłem. Nawet kiedy podaje do ręki paczkę, trzyma ją obiema rękoma, żeby broń Boże nie upadła! Złoty listonosz! :) Jednak zanim paczka trafi do ręki listonosza, zdarza się, że po drodze rogi moich przesyłek zostaną pozaginane :/ Jednakże, jeszcze nie spotkałem się z chamstwem, jakie przytrafiło się Tobie z czego się cieszę, a Tobie życzę, jak najmniej takich akcji.

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie jeszcze nic takiego się nie zdarzyło. Częściej narzekam na czas wysyłania paczki Pocztą Polską i niż na to w jakim stanie do mnie dociera.

    OdpowiedzUsuń
  6. To przykre, kiedy coś, na co niecierpliwie czekamy, przychodzi w takim stanie. Ludzie myślą tylko o własnym tyłku i nie szanują cudzej własności.

    OdpowiedzUsuń