15 listopada 2014

John Green - Papierowe miasta


Papierowe Miasta to druga książka Johna Green'a, po którą udało mi się sięgnąć. Przez kilkadziesiąt pierwszych stron miałam wrażenie, że przeżywam swego rodzaju deja vu - bowiem poprzednia historia była łudząco podobna do tej pod wieloma względami. Muszę przyznać, że ta pozycja wciągnęła mnie o wiele bardziej od Szukając Alaski, i w końcu zrozumiałam nagłą fascynację wszystkich wytworami tego autora.

Tytuł: Papierowe miasta
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Gatunek: Młodzieżowe
Liczba stron: 400

Okładka książki Papierowe miastaQuentin Jacobsen stroni od przygód, w przeciwieństwie do swojej dawnej przyjaciółki Margo Roth Spiegelman, której niezwykłymi wyczynami zachwycali się wszyscy. Nastolatek nigdy nie narzekał na panującą w jego życiu nudę i nie starał się wpasować w rozrywkowe społeczeństwo. Podczas gdy jego przyjaciele spędzają czas na planowaniu balu z okazji końca szkoły, Quentin obserwuje z oddali poczynania dziewczyny, z którą łączy go straszne wspomnienie z dzieciństwa.

Pewnej nocy Margo postanawia na powrót pojawić się w życiu chłopaka, wkradając się zakamuflowana przez okno do jego pokoju i zapraszając go do wzięcia udziału w tajnej misji. Okazuje się być to misternie zaplanowana zemsta na osobach, które odważyły się z nią zadrzeć. Mimo wielu zastrzeżeń, Quentin pomaga dziewczynie, łamiąc przy tym prawo jak i własne zasady. Następnego dnia po udanym odwecie beztroska Margo znika bez słowa, zostawiając nastolatka samego ze znalezieniem powodu jej nagłej ucieczki. Dlaczego Margo opuściła dom akurat po tym, jak udało jej obudzić w chłopaku nadzieję i pragnienie adrenaliny?

Analizując dokładnie najlepszą noc w swoim życiu, a zarazem ostatni raz, kiedy widział Margo Roth Spiegelman, Quentin utrwala sobie w pamięci obraz dziewczyny, którą obserwował wiele lat na korytarzu. Zdeterminowana, szalona i żądna przygód nastolatka, która zrobiłaby wszystko, by rutyna nie zagościła w jej życiu. Poznał ją również z drugiej, emocjonalnej strony, która dała mu wrażenie, że zbliżył się do zachwycającej wszystkich Margo. Quentin chciał wierzyć, że znał ją dobrze, ale z każdą kolejną wskazówką, którą dla niego zostawiła, uświadamiał sobie, że nastolatka nie dała się poznać nikomu.

Nie jest to książka, po której przeczytaniu nie miewa się refleksji. John Green stara się w przypadku swoich książek o  przelanie na papier ważnych w życiu wartości. Historie są o tyle niezwykłe, że czasem trudno sobie wyobrazić taki przebieg zdarzeń, ale warto liczyć się z tym, co autor chciał nam przekazać. W Papierowych Miastach nacisk postawiony jest na przyjaźń, która nie zna żadnych granic. Przyjaciele Quentina są w stanie zrobić dla niego wszystko, nawet jeśli nie do końca popierają go w obsesji odnalezienia Margo. Mimo trudnych momentów, są z nim aż do samego końca, wspierając i towarzysząc mu w trudnościach losu. I jak wiele uczą nas postacie drugoplanowe, tak nic nie jestem w stanie powiedzieć o głównych bohaterach tej książki.

Po zniknięciu Margo, Quentin całkowicie zatraca się w poszukiwaniach swojej rzekomej miłości. Nie jest sobą, a osobą, którą wykreowała Margo zapraszając go do udziału w tajnej misji. Osiemnastolatek nigdy nie rozmyślał o śmierci, nie pragnął przygód, nie chciał zostać zapamiętany. Przeżywał swoje życie na uboczu, grając w gry wideo z przyjaciółmi. Przez zostawione wskazówki zyskał nową obsesję, która powoli zmieniała go w kogoś, kim na pewno nie był. Przez większość opowieści Quentin Jacobsen jest więc chłopakiem, którego chciała stworzyć Margo, całkowicie przekonana, że taka odmiana wyjdzie mu na dobre.

Margo Roth Spiegelman poznajemy natomiast tylko z wyidealizowanej perspektywy Quentina. Chłopak dopiero z czasem zauważa, że w tej precyzyjnie przygotowanej grze widnieją wady. Quentin jednak cały czas wierzy w pobudki swojej dawnej przyjaciółki, nie dopuszczając myśli, że mogłaby postępować źle. Każdą wskazówkę odczytuje na sposób, który czyni go dla uciekinierki kimś wyjątkowym. Tu John Green pokazuje jak bardzo miłość potrafi być ślepa, i że ludzie często wyolbrzymiają zalety swoich obiektów westchnień, nie zauważając przy tym niedoskonałości.

Książka jest napisana młodzieżowym językiem, czasem może i trochę infantylna, ale przy ogóle nie zwraca się na to większej uwagi. Wątek papierowych miast bardzo mnie zaciekawił, także czytało mi się ją z zapartym tchem. Poleciłabym ją głównie młodzieży, jako że Green ma w zwyczaju właśnie o takiej pisać. Podziwiam go jednak za to, że potrafi zawrzeć w swoich opowieściach wątki emocjonalne, które czasami naprawdę poruszają. Wszystko jest również moim zdaniem bardzo dopracowane, nawet jeśli po przeczytaniu wyszłam z założenia, że opisani bohaterowie to ich odbicie lustrzane. Są też momenty, w których można się pośmiać, dla tych którzy boją się refleksyjnych pozycji. John Green zbiera jednak tyle pozytywnych komentarzy, że nie uważam za konieczne reklamowanie umiejętności pisarskich tego autora. Sam pomysł na historię - dla mnie na wielki plus!


5 komentarzy:

  1. A ja muszę przyznać, że bardziej pokochałam Szukając Alaski. W ogóle to moim zdaniem jest najlepsza książka autora. John Green ma charakterystyczny styl i wszystkie jego dzieła są fenomenalne! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś mnie nie ciągnie do Green'a. W żadnym wydaniu. Kiedyś pewnie po niego sięgnę, ale na to jeszcze trochę poczekam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając ksiązki tego autora mam wrażenie, że wszystkie są do siebie podobne. Może kiedyś przeczytam "Papierowe miasta" ale na pewno nie teraz, mimo to recenzja jest zachęcająca i chyba tylko dlatego zastanowiłam się nad przeczytaniem jej :)

    http://ksiazkoweimperium-recenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny Green <3 Uwielbiam i naprawdę cenię jego twórczość <3
    Pozdrawiam serdecznie - dopiero co tu trafiłam, a zostaję na dłużej ^.~
    http://my-life-in-bookland.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajna recenzja :) Na PM moze się skuszę :)
    http://czytam-pisze-recenzuje-polecam.blogspot.com <3

    OdpowiedzUsuń