21 lutego 2014

Wywiad z Martyną Raduchowską, autorką historii o Idzie Brzezińskiej

Przedstawiamy kolejny, bardzo długi wywiad, tym razem z polską autorką Martyną Raduchowską (Szamanka od umarlaków, Demon Luster), której druga już książka niedawno znalazła się na półkach polskich księgarni. Autorka jest wyjątkowo utalentowaną osobą, jej książki wciągają, zaskakują oryginalnością i z pewnością są godne polecenia tym, którzy nadal stronią od czytania książek wydanych pod polsko-brzmiącym nazwiskiem. Odpowiedzi na te kilka(naście) pytań pozwalają zagłębić się trochę bardziej w jej sposób myślenia i tworzenia oraz naprowadzają przyszłego czytelnikoa na to, czego może spodziewać się po jej historiach.

Martyna Raduchowska
Martyna RaduchowskaRocznik ’87. Wrocławianka z urodzenia i sentymentu, obecnie zaś Jeleniogórzanka z wyboru i zamieszkania. W tak zwanym międzyczasie nie zabrakło jej też na emigracji, gdzie spędziła piątą część swojego życia. Cierpi na chorobliwy nadmiar pomysłów oraz chroniczny brak wolnego czasu. Pierwsze ubóstwia, drugie pilnie odda w dobre ręce. W duszy gra jej wszystko, co ma dobrą fabułę oraz pełnokrwistych bohaterów, i póki dana historia spełnia te warunki, nie ma znaczenia ani jej tematyka, ani gatunek, ani czy jest opowiadana na papierze, ekranie, czy deskach teatru. Pod tym względem nie pogardzi też grą komputerową, choć raczej w charakterze widza niż czynnego gracza.
Absolwentka psychologii i kryminologii (Uniwersytet Walijski) oraz neurobiologii poznawczej (Uniwersytet w Yorku). Co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że bez większego trudu dogada się zarówno z psycholem jak i kryminalistą, a jeśli trzeba, może im nawet pogmerać w neuronach.
Źródło: fabrykaslow.com.pl


 Niedawno miała miejsce premiera Demona Luster, kontynuacji powieści o Idzie Brzezińskiej, czyli Szamance od umarlaków. Jakie to uczucie widzieć swoją drugą już książkę w księgarniach?

Nie da się go porównać z żadnym innym. Premiera powieści to nad wyraz silne przeżycie, a do tego emocje są bardzo skrajne, od radości, przez chwilowe poczucie spełnienia, aż po ogromny stres. Taka mieszanka przyjemnej ekscytacji i mało przyjemnego strachu daje niezłego kopa. Chwilami onieśmiela, chwilami uskrzydla i na pewno uzależnia. Za każdym razem, gdy znajduję swoją książkę na półce w księgarni, to aż się mimowolnie prostuję z dumy i szczerzę od ucha do ucha. Miesiąc po wydaniu drugiej książki, która zdążyła już zebrać sporo entuzjastycznych recenzji, chyba mogę ostrożnie założyć, że dokonałam słusznego wyboru, gdy uparłam się, że zostanę pisarką.

Między publikacją obu książek z pewnością ewoluowałaś jako pisarka. Czym różni się Demon Luster od poprzedniczki? 

Kontynuacja jest mroczniejsza, atmosfera cięższa, fabuła bardziej dynamiczna, a konsekwencje wyborów, przed którymi stawiam bohaterów, znacznie poważniejsze. Co prawda nie zabrakło też zabawnych momentów, ale w drugiej odsłonie przeważa raczej czarny humor – w końcu Ida wpakowała się w takie kłopoty, że trudno byłoby tutaj pozostać przy lekkim klimacie, jaki dominuje w Szamance od umarlaków. Sama główna bohaterka również przechodzi nie lada przemianę. W Demonie Luster nie ma czasu na użalanie się nad sobą, jeśli chce przeżyć, musi wziąć sprawy w swoje ręce i stanąć do wyścigu z czasem.

Szamanka, ktoś pomiędzy medium i banshee, to zdecydowanie oryginalna idea na wykreowanie głównej bohaterki. Skąd wziął się u Ciebie pomysł i inspiracja na takie zdolności u Idy?

Mój plan od samego początku zakładał, że Ida będzie niemagicznym dzieckiem urodzonym w jak najbardziej magicznej rodzinie. Czyli, innymi słowy, czarną owcą, plamą na honorze, żadnym powodem do dumy, raczej chodzącym skandalem, który trzeba ładne zatuszować. Na domiar złego zamiast potulnie robić to, czego się po niej oczekuje, postanawia pójść własną drogą. Marzy o zwyczajnym życiu, w jakim zamierza stronić od wszystkiego, co nadprzyrodzone. By skutecznie pokrzyżować jej szyki, musiałam obdarzyć ją wyjątkowym talentem. Szósty zmysł jest darem wystarczająco dokuczliwym i niepokojącym, by zmusić Idę do zmiany planów i do zgłębiania tajników znienawidzonego zawodu pod okiem apodyktycznej ciotki.

Na ile utożsamiasz się z główną bohaterką?

Sporo nas łączy. Obie wybrałyśmy psychologię, obie jesteśmy sceptyczkami z ironicznym poczuciem humoru. Obie wyjechałyśmy z rodzinnego domu jeszcze jako nastolatki. Jestem bardziej pewna siebie niż Ida z pierwszego tomu, lepiej radzę sobie z problemami, które rzadko mnie przytłaczają tak, jak ją. Natomiast Ida z Demona Luster to już odmieniona osoba, nie wiem, czy na jej miejscu znalazłabym w sobie tyle determinacji, siły i woli walki. Krótkie kryzysy znoszę dzielnie i nie waham się działać, ale nie wykluczam, że towarzyszące mi zbyt długo poczucie zagrożenia mogłoby mnie w końcu złamać.

Chciałabyś posiadać szósty zmysł, tak jak Ida?

nie. Nie miałabym nic przeciwko innym zdolnościom, jak telepatia albo telekineza, ale rozmawianie z umarlakami za bardzo naruszałoby moją prywatność. Poza tym branie na siebie odpowiedzialności za cudze dusze i to pod groźbą utraty własnej nie jest zbyt zachęcającą perspektywą.

Czy nowy czytelnik, którego zainteresowała fabuła Demona Luster powinien zacząć od pierwszej książki, czy może spokojnie zacząć od jej kontynuacji?

Każdy może bez wahania sięgnąć od razu po Demona Luster – zaczyna się on od prologu, w którym przypomina m najważniejsze wydarzenia z jedynki. Jest to takie sfabularyzowane streszczenie, informujące o tym, jak Ida wpadła w tarapaty, z których w Demonie za wszelką cenę próbuje wypaść. Dzięki temu można traktować kontynuację jako samodzielną powieść, choć oczywiście taki wstęp nie wyjaśni wszystkich niuansów z Szamanki – zresztą nic dziwnego, w końcu ta książka ma blisko czterysta stron. Dlatego tych, którzy chcą lepiej poznać perypetie Idy, zachęcam do sięgnięcia po mój powieściowy debiut. Jednak jego nieznajomością nie ma się co zrażać i w razie czego można śmiało zacząć od Demona Luster.

Zaczęłaś pisać w bardzo młodym wieku. Jak wyglądały początki Twojej przygody z pisarstwem i kiedy pasja zapoczątkowała pomysł na wydanie książki?

Na początku pisałam bardzo dużo, ale zwykle porzucałam teksty mniej więcej w połowie, głównie dlatego, że wtedy jeszcze nie bardzo wiedziałam, co ta autorka ma właściwie na myśli. Jednym z takich niedokończonych utworów było opowiadanie inspirowane wiedźminem Sapkowskiego. Na szczęście sama doszłam do wniosku, że przy tworzeniu trzeba jednak wykazać się choć odrobiną własnej inwencji, po czym rozpoczęłam długi proces tentegowania w głowie. Przez trzy kolejne lata popełniałam powieść, ukończyłam ją jako szesnastoletni podlotek i wysłałam do Supernowej. Choć na stronie wydawnictwa było wyraźnie napisane, że nie odsyłają otrzymanych maszynopisów, po sześciu miesiącach dostałam paczkę i krótki list od pani redaktor. Napisała w nim, że owszem, mam talent, ale muszę jeszcze popracować nad warsztatem, wyraziła także nadzieję, że nie przestanę pisać i że być może nawiążemy współpracę w przyszłości. Niezwykle zmotywowana taką odpowiedzią postanowiłam wziąć udział w kultowych ZakuŻonych Warsztatach Fahrenheita. To była świetna decyzja, gdyby nie ten krok, pewnie do dziś nie umiałabym ukończyć żadnego tekstu.

Skąd u Ciebie zamiłowanie do fantastyki?

Z fascynacji tym, czego nie da się racjonalnie wyjaśnić. Kiedy nie dostaję na tacy odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, sama mogę spróbować na nie odpowiedzieć. Niewiedza, nierozumienie i nieoczywistości stanowią prawdziwą ucztę dla wyobraźni, to właśnie one zmuszają nas do ruszenia głową. Ze wszystkich gatunków literackich fantastyka jest chyba najbardziej przyjazna wizjom, które wykraczają poza naszą rzeczywistość. Logika stanowi w niej praktycznie jedyne ograniczenie. I to mi niezmiernie odpowiada, wpadam bowiem na zbyt postrzelone pomysły, by odnaleźć się w innej, bardziej restrykcyjnej konwencji.

Jak bardzo studiowanie psychologii i kryminologii oraz neurobiologii poznawczej pomogło w napisaniu obu powieści? Ile tej wiedzy sprawdziło się w pisarskiej praktyce?

Szamankę tworzyłam dopiero na drugim roku studiów, kiedy to pisanie było dla mnie alternatywą relaksu, sposobem na wyciszenie umysłu i oderwanie się od uniwerkowych obowiązków. Owszem, Ida podobnie jak ja marzy o psychologii, ale to by było na tyle, jeśli chodzi o wpływ mojego wykształcenia na fabułę debiutanckiej powieści. Ale już w Demonie znalazło się bardzo wiele zagadnień, o których uczyłam się na studiach. Przy planowaniu fabuły i kreowaniu bohaterów inspiracji szukałam przede wszystkim w podręcznikach akademickich i artykułach poświęconych psychopatologii. W Demonie jest pełno motywów zaczerpniętych z psychologii i kryminologii, ale i neurobiologia poznawcza okazała się bardzo przydatna: na pomysł z siewcami wpadłam właśnie podczas wykładu z zaburzeń pamięci. Kiedy teraz patrzę na listę zaplanowanych przeze mnie tekstów, dochodzę do wniosku, że nie mogłam podjąć lepszej decyzji przy wyborze kierunków studiów. Z każdą kolejną książką wykształcenie będzie mi coraz bardziej pomagać.

Studiowałaś zagranicą. Myślałaś kiedyś o wydaniu książki w obcym języku?

Przyszło mi to do głowy, ale raczej się na taki krok nie zdecyduję, bo wtedy musiałabym całkowicie zmienić styl. Wszystkie eseje, egzaminy, prace zaliczeniowe i oba dyplomy z powodzeniem napisałam po angielsku, moi promotorzy nie mieli żadnych uwag dotyczących języka, ale takich tekstów nie można porównywać do beletrystyki. Naukowy angielski jest wbrew pozorom prostszy od tego używanego w narracji: jasny, klarowny, nie ma w nim miejsca na jakieś zawoalowane treści, idiomy, metafory, wyszukane słownictwo. Jeśli mam do wyboru podręcznik w języku ojczystym lub angielskim, sięgam po ten drugi, bo my mamy w Polsce brzydki zwyczaj zamieniania najprostszych zagadnień w niezrozumiały bełkot. Albo to ja mam pecha i nadziewałam się na same takie mało przystępne lektury, które w teorii mają edukować, w praktyce zaś tylko niepotrzebnie mącą. Napisać artykuł naukowy po angielsku mogę w każdej chwili, ale popełnienia książki raczej bym się nie podjęła. Opowiadania – to już prędzej, ale nadal byłoby to dla mnie niezłe wyzwanie. Już znacznie pewniej czuję się w roli tłumacza z obcego na nasze: w zeszłym roku zadebiutowałam przekładem opowiadania Marka Hoddera i poszło mi lepiej, niż mogłabym przypuszczać.

Myślisz, że Demon Luster, jak i pierwsza część dylogii, zaspokoił oczekiwania miłośników gatunku? Uważasz, że polscy czytelnicy są wymagający?

Czytając recenzje Demona i opinie czytelników na rozmaitych serwisach, z radością i ulgą stwierdzam, że książka spełniła oczekiwania. Nawet ci, którzy nie byli wielkimi fanami Szamanki, wyrażają się pochlebnie o drugim tomie, co niezmiernie mnie cieszy, bo to znaczy, że zrobiłam krok w dobrym kierunku. Wymagania odbiorców zależą od ich indywidualnych gustów, a o tych, jak wiadomo, nie ma co dyskutować. Śledzę z uwagą wszystkie wypowiedzi o moich powieściach i jeśli zauważę powtarzające się zarzuty, biorę je sobie do serca i mam je na uwadze przy pisaniu kolejnych tekstów. Bardzo się staram nie popełniać tych samych błędów. Entuzjastyczne opinie uskrzydlają, ale surowy odbiorca zawsze jest mile widziany, bo pozwala mi szlifować warsztat.

Teraz, po wydaniu drugiej powieści o Idzie, czas odpocząć, czy planujesz zabrać się za kontynuację? A może w Twojej głowie zrodził się pomysł na zupełnie inną historię?
Od jakiegoś czasu pracuję nad fabułą powieści z zupełnie innej bajki. Na razie wygląda na to, że wyjdzie mi miks kryminału z cyberpunkiem, ale w jakich proporcjach, to dopiero wyjdzie w praniu. Niektórych rzeczy nie da się tak do końca zaplanować, może się okazać, że historia będzie wymagała wplecenia w nią także elementów z innych konwencji. Zanim jednak na dobre zabiorę się za nową książkę, muszę popełnić krótsze teksty: jedno opowiadanie kryminalne i jedno ze świata szamanki. A potem-potem… może już trzeci tom o Idzie? Kto wie.

Czy po wydaniu którejś z powieści miałaś ochotę w nich coś zmienić? Istnieje wątek, który poprowadziłabyś inaczej?
Zawsze mam ochotę coś zmienić w już wydanych tekstach, choć wiem, że to droga donikąd. Można miesiącami ślęczeć nad jednym opowiadaniem, a i tak znajdzie się potem coś, co warto było napisać ciut inaczej. Kiedy mam blokadę twórczą, przypominam Josepha Granda z „Dżumy”. Facet marzył o napisaniu powieści, która zachwyci wszystkich i przykładał tak wielką wagę do każdego słowa, że w rezultacie udało mu się napisać tylko pierwsze zdanie. A i to nie do końca, bo je wciąż i wciąż poprawiał: „W piękny poranek majowy wytworna amazonka, siedząc na wspaniałej kasztance, jechała kwitnącymi alejami Lasku Bulońskiego.” Otóż jedno zdanie książki nie czyni, nie można zatem popadać w paranoję, aczkolwiek kiedy mam kryzys i mój krytyk wewnętrzny pastwi się nad wszystkim, co napiszę, bywa, że o tym zapominam. Gdybym teraz miała popełnić Szamankę jeszcze raz, zrobiłabym to pewnie zupełnie inaczej, ale wcale nie wiadomo, czy taka wersja bardziej spodobałaby się czytelnikom. A może właśnie nie? Nie ma co gdybać. Choć nie powiem, czasem korci, żeby stąd coś usunąć, a tam coś dopisać, bo wtedy byłoby ładniej, oryginalniej, logiczniej. Jednak w ostatecznym rozrachunku próba „uaktualnienia” swojego dorobku tak, by odzwierciedlał obecny stan umysłu twórcy, przypomina mi dorysowywanie sobie zmarszczek na fotografiach z dzieciństwa. Szamankę napisała dwudziestodwuletnia ja, inna niż ta, którą jestem teraz, ale równie autentyczna. To naturalne, że zmieniam się z wiekiem i doświadczeniem, a wraz ze mną zmienia się mój warsztat, styl i pomysły. Dopóki jest postęp, nie będę narzekać, co więcej, fajnie jest obejrzeć się na stare teksty i zobaczyć, jaką beztroską osóbką była tamta Raduchowska. Najgorsze dla mnie jest stanie w miejscu i korzystanie wciąż z tych samych przepisów na powieść. Popadnięcia w pisarską rutynę boję się dużo bardziej niż porażki.

Zarówno Szamanka od umarlaków jak i Demon Luster są dość mroczne. Czy istnieje możliwość, że kiedyś spod Twojego pióra wyjdzie historia zupełnie innego gatunku?

Mówiąc o innym gatunku, masz namyśli wyjście poza fantastykę czy tylko zmianę klimatu? Na razie nie planuję opuszczać fantastycznej konwencji, bo taka wycieczka wymagałaby ode mnie choćby chwilowego znormalnienia, a na to raczej się nie zanosi. Jeśli zaś chodzi o atmosferę moich tekstów, to obawiam się, że z każdym kolejnym mrok będzie tylko gęstniał. Ale wolę się w tej kwestii nie zarzekać, bo wena zaskakuje mnie z równym upodobaniem, co zima kierowców, więc może kiedyś...

Jaki klimat głównie towarzyszył Ci podczas pisania? Wystarczył skrawek papieru w dowolnym miejscu, czy świece i wygodny fotel to obowiązek?

Do zapisywania pomysłów potrzebny mi tylko papier i coś do pisania. Pierwsze zdania Szamanki nabazgrałam w pracy, podczas przerwy obiadowej. Podczas studiów dorabiałam między innymi jako kelnerka, miałam nieograniczony dostęp do serwetek i na tych właśnie serwetkach zaczęła powstawać moja debiutancka powieść. Mam je chyba do dziś, choć pojęcia nie mam, gdzie. Tyle razy się od tego czasu przeprowadzałam, że nawet nie próbuję zgadywać. Nad konspektem mogę pracować zawsze i wszędzie, ale do faktycznego popełniania powieści potrzebuję ciszy i znajomego otoczenia. W domu mam swój pisarski kącik, a od niedawna z upodobaniem tworzę w zaciszu pobliskiej biblioteki.

Ile czasu spędza autor na czytaniu? Zdarza Ci się często sięgnąć po przyjemną lekturę?

Jeśli nie piszę, ani nie myślę o pisaniu, ani planuję kolejnego tekstu, to wtedy czytam. Czytam ile wlezie, inspiracje nie biorą się w końcu z powietrza, a wyobraźnię trzeba zdrowo odżywiać. Nie licząc pozycji, które przerabiam w ramach researchu, dla samej przyjemności pochłaniam średnio książkę na tydzień. A wolałabym dwie. O, albo i trzy. Szkoda, że doba jest taka krótka.

Demon Luster to historia fantasy, ale jest też niezwykle dopracowana i pełna czarnego humoru. Jakiemu gronu czytelników sama byś poleciła tę książkę?

Bardzo trudno odpowiedzieć mi na to pytanie, bo nie pisałam Demona z myślą o jakiejś konkretnej grupie odbiorców. Ta powieść łączy elementy urban fantasy i kryminału z domieszką powieści grozy, a wszystko to okraszone jest sporą dawką emocji i uszczypliwych dialogów. Jeśli więc lubicie takie połączenie, to myślę sobie, że przy Demonie Luster będziecie się dobrze bawić.


Wywiad okazał się być zaskakująco długi, ale mamy nadzieję, że udało Wam się dotrwać do końca, bo warto dowiedzieć się czegoś więcej o tej autorce i sięgnąć po jej książki! Niedługo na blogu również pojawi się recenzja Demona Luster oraz Szamanki od umarlaków, a jeśli już zetknęliście się z tymi historiami, to chęcią poznamy Waszą opinię :)

4 komentarze:

  1. Chciałabym się zapoznać z twórczością tej autorki, bo jej książki wydają się być warte uwagi i ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Koniecznie muszę przeczytać książki autorstwa pani Martyny Raduchowskiej! A tak nie na temat, bardzo ładna muzyka w tle. :)

    shelf-of-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam szczerze, że nie znałam twórczości autorki. No, ale po to mamy blogosferę, aby promować młode (i nie tylko) talenty. Nie wiem, jak innych czytaczy, ale mnie łatwo "kupić" ciekawą okładką i tytułem - a "Szamanka od umarlaków" brzmi nieźle

    OdpowiedzUsuń
  4. W związku z tym, że obserwujesz mojego bloga K JAK KSIĄŻKA http://kjakksiazka.blogspot.com chciałam Cie poinformować, że przeniosłam się na adres

    http://peronczwarty.blogspot.com

    Będzie mi ogromnie miło, jeśli będziesz nadal zaglądać do mnie i mnie obserwować, nie chciałabym stracić czytelników. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń