3 stycznia 2014

Kornel Tymcio - Tytan

Wybaczcie za długie milczenie z naszej strony lub coraz większe przerwy w pisaniu recenzji.
Staramy się dla was jak najczęściej pisać, ale mamy dużo spraw na głowie, dlatego też często jest tak, że nie mamy sił, ale nie zamierzamy przerwać i będziemy kontynuować naszą przygodę z książkami. A jak już wspomniałem o przygodach... 

Autor: Kornel Tymcio
Tytuł: Tytan
Liczba Stron: 360
Wydawnictwo: Poligraf
Gatunek: Fantastyka, Przygodowe

Gdy nad światem zbierają się ciemne chmury, stare sojusze się rozpadają a świętości zostają zdeptane, niszczejącemu światu zesłany zostaje bohater.

Poznajcie Galandisa, młodzieńca z Thorgal, syna kowala i jego druha Króla Przestworzy Halona.


Złotowłosy chłopak wraz z przyjaciółmi staje w obronie Ziemi Sprzymierzonych, ale zadając ostateczny cios wojskom nieprzyjaciela zemdlony wpada do rzeki, która niesie go do królestwa elfów i ekscentrycznego druida. To jest początek jego wędrówki, w trakcie której spotyka wielkich i niskich ludzi, wspaniałe elfy i waleczne krasnoludy, jaszczury z bagien, i ogrom różnych istot, z  których  niektóre są złe, a inne dobre.

Opowieść ta jest o walce dobra ze złem, ale też o przyjaźni, która często buduje się nad podziałami, o tym jak boli jej strata, lub rani zdrada ludzi, których uznajemy za przyjaciół. O takiej przyjaźni, która odmienia nawet tych, którzy nie widzą dla siebie przyszłości, i nie bacząc na to jak bardzo jest krótka, nie pozwala zostawić przyjaciela w potrzebie. Jeżeli mam być szczery - ta książka jest o wierze w przyjaźń, tą prawdziwą, taką w jaka ja sam wierzę.

Książka nie jest niestety dla wszystkich, tak jak każda jest obarczona wieloma emocjami, jednak jest to opowieść o wędrówce młodzieńca, który staje się mężczyzną, a także wojownikiem bogów. Dlatego moim zdaniem jest to książka dla tych ludzi, którzy podołali takim opowieściom jak Władca Pierścieni lub Hobbit, chociaż sądzę, że wiele osób które przeczytało lub przeczyta, zgodzi że jest to lekka i przyjemna książka. Pod pewnym względem przyjemniejsza niż Władca Pierścieni – który, oddając bogu to co boskie, a cesarzowi to co cesarskie, leży w fundamentach gatunku. Styl nie jest podniosły, ale akcja jest tak szybka, że naprawdę porywa.

Jednak nie tylko fabuła czy styl pisania autora zasługują na uwagę. Okładka tak mi się spodobała, że postanowiłem również o niej wspomnieć w tej recenzji. Tak wielu symboli od dawna nie udało mi się zauważyć na takim skrawku formatu A5. Symbol wiary, grób, Władca Przestworzy Halon, a nawet dwa najważniejsze atrybuty Galandisa: miecz i błyskawica.

Więc może jednak warto spróbować?

3 komentarze:

  1. To prawda okładka jest niesamowita. Może kiedyś się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. czytalam ksiazke z zapartym tchem swietna na zimowe wieczory!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam już o tej książce i powoli się na nią czaję. Będzie miała sporą kolejkę do odczekania, ale chyba w końcu się skuszę.

    OdpowiedzUsuń