17 listopada 2013

Charlaine Harris - Martwy aż do zmroku

Pierwszą serią książek napisanych przez Charlaine Harris, która wpadła mi w ręce, była saga o Aurorze Teagarden - bibliotekarce, która w wolnych chwilach rozwiązuje zagadki kryminalne (recenzje: Prawdziwe Morderstwa, Kości Niezgody). Tym razem sięgnęłam po cykl o Sookie Stackhouse - kelnerce z Bon Tomps, która posiada niezwykły talent czytania w myślach. Od dłuższego czasu miałam zamiar przeczytać te książki, zachęcona pozytywnymi wspomnieniami związanymi z inną twórczością autorki, jak i serialem opartym na przygodach Sookie pod tytułem Czysta Krew. Niedawno nadarzyła się okazja, bym mogła się ponownie przekonać jak bardzo oyginalna historia różni się od zekranizowanej wersji i osobiście stwierdzić, czy wszystkie negatywne opinie o tej książce, z którymi miałam okazję się spotkać, są rzeczywiście trafne.

Bycie wyjątkowym nie zawsze wróży dobrze. Przekonała się o tym Sookie Stackshouse, kelnerka z Bon Tomps - małego miasteczka w Luizjanie, która potrafi odczytywać ludzkie myśli i emocje. Jej upośledzenie - bo tak nazywa swój talent - uniemożliwia jej swobodne  koegzystowanie z innymi mieszkańcami, nie mówiąc już o życiu miłosnym, które przez nie wcale nie istnieje.

Od kiedy dwa lata wcześniej wampiry, znane dotąd wyłącznie z mitów, ujawniły swoje istnienie i postanowiły żyć wśród śmiertelników, Sookie marzyła o tym, by poznać jednego z nich. Kwestionowana chęć egzystowania z ludźmi, strach przed słońcem i krew z butelki zamiast z tętnicy to cechy, które posiadają wampiry w serii Charlaine Harris. Mimo ujawnienia swojego istnienia i zamiarów koegzystencji, budzą zarówno strach i nienawiść. Nie różnią się wyglądem od ludzi, chociaż dnie spędzają szczelnie zamknięte w trumnie. Mity o czosnku i krzyżach zostały zamienione na drewniany kołek i srebro. Wampiry nie są uważane za ludzi, lecz za demony, które z pobudek religijnych należy zniszczyć. Są jednak ludzie, którzy nie mają nic przeciwko związkowi z nieśmiertelnym, czy picia jego świętej krwi w celu stania się silniejszym. Twórcy serialu jak i autorka książek, na których jest oparty, postanowili jednak pokazać, że są to istoty bezwzględne i podatne na zwierzęce instynkty.

Pewnego wieczoru przedstawiciel tej rasy zjawia się w barze "u Merlotte'a", gdzie zamawia butelkę syntetycznej krwi, dzięki której wampiry nie muszą zabijać ludzi, by móc przeżyć. Bill Compton, 173-letni przystojny nieśmiertelny od razu zwraca uwagę kelnerki, ponieważ jego myśli są dla niej całkowicie niedostępne. Łaknąca ciszy w umyśle i zmęczona ciągłym blokowaniem napływających uczuć, Sookie Stackhouse postanawia zbliżyć się do nowego przybysza.

Jak ma się dziać, to porządnie. Od kiedy w mieście zamieszkał Bill doszło do kilku morderstw na bardzo do siebie podobnych kobietach. Wszystkie pracowały jako kelnerki, były niewykształcone i... były miłośniczkami kłów. Wiele wskazuje, że nowoprzybyły ma coś wspólnego z tymi zgonami, lecz Sookie martwi się bardziej o swojego brata, który dziwnym zbiegiem okoliczności sypiał ze wszystkimi zmarłymi dziewczynami. Wkrótce okazuje się też, że młoda kelnerka powinna obawiać się o własne życie.
Poznałam Charlaine Harris przy okazji powieści kryminalnej, i muszę przyznać, że i w tej serii trzyma się wątków mocno związanych z przestępstwami i zagadkami, które główna bohaterka musi rozwiązać (z pomocą nieśmiertelnych lub bez niej). Gdybym nie wiedziała wcześniej, wątpię bym odgadła, kto popełnia te wszystkie zbrodnie. Dobrze dopracowanego wątku detektywistycznego nie można tej powieści odmówić. Przewija się dużo potencjalnych sprawców, pojawiają się nowe ofiary, a wątki poboczne... Zalatują chwilami prawdziwą nudą.

Byłam zachwycona opisami sytuacji, miejsc i postaci w przypadku Aurory Teagarden. Seria o Sookie Stackhouse wypada w tym przypadku bardzo, bardzo kiepsko. Niektóre opisy nie wnoszą nic do sytuacji, ba, są kompletnie zbędne - po prostu bezużyteczne! Bohaterowie nie są przedstawieni wystarczająco szczegółowo, by któryś z nich szczególnie zapadł mi w pamięci. Mając na uwadze serial, który swego czasu namiętnie oglądałam, byłam w stanie wyobrazić sobie postaci jako aktorów, jednak bez tego nie byłyby dla mnie równie interesujące. Najgorsze jednak w tym wszystkim były dialogi. Puste, sztuczne pytania kierowane przez Billa do Sookie sprawiały, że chwilami nie miałam ochoty dokończyć tej książki. Tłumaczyłam sobie, że jest to bardzo stary wampir i w jego naturze leży posługiwanie się staroświeckim językiem, ale takie myślenie i tak niewiele wniosło do mojego postrzegania połowy dialogów jako po prostu... denne.

Główna bohaterka straciła rodziców i została z bratem wychowana przez babcię. Przez swój dar rzuciła college i przyjęła pracę kelnerki. Mimo swojego statusu niewykształconej blondynki wykazuje się często sprytem, choć po akcie odwagi ma w zwyczaju płakać. Autorka wielokrotnie podkreśla, że Sookie wie iż takie działanie nie przynosi żadnych efektów, lecz mimo to, dziewczyna płacze, płacze i płacze. A jak jest smutna, zmęczona, na granicy śmierci... z pomocą przychodzi zawsze wampir Bill, który w tak tragicznych momentach zawsze ma ochotę na seks. I to jest kolejna niedorzeczna według mnie rzecz w tej książce.
Wątki erotyczne to nieodzowny element Martwego aż do zmroku. Wampiry przedstawione są jako obiekt najwyższego pożądania, a Sookie, ze względu na swoją urodę (lub talent) jest dla nich wyjątkowo atrakcyjna. Wszystko byłoby piękne, gdybym nie przysypiała przy tych wszystkich łóżkowych wątkach lub ewentualnie wzdrygała się przy okazji niektórych opisów. Naprawdę nie lubię jak płeć męska nagle z niewiadomych powodów szaleje na punkcie głównej bohaterki, która - tak jak inni - powinna być dla nich co najwyżej przekąską. Jest to bardzo pospolity wątek we wszystkich książkach o wampirach i na początku miałam wrażenie, że i tu tak będzie. Poniekąd się nie myliłam, ale pojawiły się momenty, w których byłam naprawdę dumna z tej blond kelnerki.

Sięgnęłam po tę książkę z głównie powodu mojej miłości do wampirycznych opowiadań. Zawiodłam się w wielu kwestiach, ale muszę przyznać, że przeczytałam ją bardzo szybko i były sceny, dzięki którym dotrwałam do końca - z czystej ciekawości. Pomysł na całość był interesujący, gorzej z wykonaniem, choć nie twierdzę, że ta autorka nie potrafi pisać. Jest to jednak powieść dla czytelników mniej wymagających, szukających czegoś lekkiego do poczytania w wolnej chwili. Wiele się w niej dzieje, akcja szybko się rozwija, choć - jak wspomniałam - warsztat opisów i dialogów pozostawia wiele do życzenia. Wątki kryminalne nadrabiają sceny erotyczne i widoczne w relacjach damsko-męskich różnice pokoleniowe. Jest też trochę momentów, przy których można się pośmiać. Ostatecznie plusy stoją na równi z minusami i książka broni się jakoś wśród innych o tej samej tematyce.






5 komentarzy:

  1. A ja mam na koncie tylko serial "Czyta krew" i powiem szczerze, że jak bardzo uwielbiam książki i wszystko co z wampirami związane to do tej serii w ogóle mnie nie ciągnie. Pozostanę przy serialu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam książkę na półce i wkrótce zamierzam po nią sięgnąć. :)

    Pozdrawiam
    R

    OdpowiedzUsuń
  3. Sięgnęłam kiedyś po tę powieść, ponieważ słyszałam dużo pozytywnych opinii o serialu. Gdybym stwierdziła, że się zawiodłam, byłoby to duże niedopowiedzenie :P Nie potrafiłam przebrnąć przez "Martwego aż do zmroku", od początku wszystko mi tam przeszkadzało. Kiedyś jednak może spróbuję obejrzeć serial ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Włączyłam pierwszy odcinek serialu, ale nie mogłam znieść głównej bohaterki. Książka jakoś też niespecjalnie mnie zachęca, myślę że przeżyję bez niej i moje życie nie będzie uboższe :) Chociaż nie uważasz jej za złą, a nawet mówisz, że się broni wśród innych o tej tematyce, to nie ciągnie mnie do niej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam wrażenie, że tak jak w serialu, tak w książce, wszystko byłoby piękne gdyby nie ta sookie, serial wyjątkowo mnie zniechęcił do jakiegokolwiek zaangażowania się w historię. Miałam nadzieję, że serial nie odzwierciedla dokłądnie książki, ale najwyraźniej, tak właśnie jest.

    OdpowiedzUsuń