9 sierpnia 2013

Charlie - Stephen Chbosky


Nie będę ukrywał - ta książka jest na trzecim miejscu w moim sercu, zaraz po Harrym i Igrzyskach Śmierci. Ta recenzja będzie nietypowa, bo tak bardzo subiektywna, więc sądzę, że będzie to bardziej przekonywanie Was, abyście po nią sięgnęli.

"Książka ma formę listów pisanych do nieznanego przyjaciela przez nastolatka imieniem Charlie, nieśmiałego i wycofanego, choć niezwykle inteligentnego i wrażliwego ucznia pierwszej klasy liceum w Pittsburgu. Chłopak pisze o swoich pierwszych miłosnych doświadczeniach, relacjach w rodzinie, narkotykach i akceptacji."

Książka jest maleńka - nieco ponad dwieście stron. Zachęciło mnie to, że jest pisana w formie listów, z czym wcześniej się nie spotkałem. To sprawia, że książka wybija się spoza książek o podobnej tematyce. Opowiada o wszystkim, co związane jest z życiem młodego człowieka - pierwszy seks, narkotyki i miłość. Do tego dochodzi nam także choroba psychiczna głównego bohatera i rzecz, która ją spowodowała. Spokojnie, nie zdradzę Wam całej fabuły.

 „Poszedłem na górkę, z której zawsze zjeżdżaliśmy na sankach. Było tam pełno dzieci. Patrzyłem, jak zjeżdżają, robiąc skoki i ścigając się. I pomyślałem sobie, że te wszystkie małe dzieci kiedyś dorosną. Że kiedyś będą robiły to, co my robimy teraz. Że kiedyś kogoś pocałują. Ale teraz zjeżdżają na sankach. To byłoby cudowne, gdyby można było tylko zjeżdżać na sankach , ale niestety nie da się.”

Komu można ją polecić? Każdemu nastolatkowi - bez wyjątku. Listy głównego bohatera zaczynają się od słów "Drogi przyjacielu", co z początku wydawało mi się dziwne, jednak pod koniec tak bardzo zżyłem się z Charliem i znalazłem w nim kilka swoich cech (tutaj jest rzecz wyjątkowa, bo z kim bym nie rozmawiał o tej książce, każdy znalazł "siebie" w Charliem, mimo że wszyscy mamy inne charaktery.) i nie przeszkadzał mi ten zwrot. Ba! Główny bohater naprawdę stał się moim przyjacielem.

„Nie możesz zawsze uważać cudzego życia za ważniejsze od swojego i sądzić, że na tym polega miłość. Nie możesz tego robić. Musisz działać.”

Książka doczekała się także swojej ekranizacji pod tytułem "The perks of being wallflower", która po przetłumaczeniu na język polski brzmi "Zalety z bycia podpieraczem ścian"? Tak słyszałem, ale samemu nie sprawdzałem. W rolę głównego bohatera wcielił się Logan Lerman - czyli przez wszystkich kojarzony jako Percy Jackson! Duży plus. Jego siostrę zagrała Nina Dobrev czyli Elena z Pamiętników Wampirów! Duży plus. Natomiast Sam, przyjaciółkę Charliego - Emma Watson, czyli Hermiona! Baaaardzo duży plus!

To chyba wszystko, co mogę powiedzieć. Mam nadzieję, że chociaż w małym stopniu was zachęciłem do tej małej, niepozornej książki, która zmienia światopogląd młodego człowieka o 180 stopni. Bardzo bym chciał, aby przynajmniej połowa z Was po przeczytaniu tego sięgnęła po książkę lub obejrzała film. To takie moje małe, Astroowe marzenie. 


 "Wszystko się zmienia. Przyjaciele odchodzą, a życie nie zatrzymuje się w miejscu dla nikogo.”



6 komentarzy:

  1. I tak zasadzam się na nią od dłuższego czasu, więc wkrótce pewnie trafi na moją półkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Baaardzo chcę przeczytać tę książkę, mam nadzieję, że niedługo będę mieć okazję ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Film powstał pod tytułem "The perks of being a wallflower", bo "Charlie" to tylko polski tytuł. Oryginał brzmi tak samo jak nazwa filmu :) Ale w tym wszystkim najważniejsze jest to, że książkę polecasz! To już nie pierwsza pozytywna recenzja, dlatego jestem pewna, że sięgnę po nią :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oglądałam film i jestem ni zachwycona ;> co prawda nie rozumiem paru aspektów, ale to nie ważne :D Mam nadzieję, że dostanę tę książkę w swoje ręce :)
    Co do samej recenzji, to podoba mi się. Nie odkryłeś zbyt wiele, ale zaciekawiłeś. Brawo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem, żeby zrozumieć dobrze pewien wątek trzeba połączenia filmu i książki. :)

      Usuń
  5. Mam tą książkę w swojej biblioteczce. Zaczęłam czytać, ale po kilku pierwszych stronach przestałam, sama nie wiem czemu. Myślę, że po tej recenzji ponownie po nią sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń