24 lipca 2013

Piotr Kołodziejczak - "W kajdankach namiętności"

Po pierwsze bardzo dziękuję wydawnictwu Borgis za możliwość przeczytania i zrecenzowania tej wspaniałej książki. To było dla mnie zupełnie nowe, nieoczekiwane doświadczenie.

Piotr Kołodziejczak studiował na wydziale filozofii, a ponad to jest dziennikarzem i kompozytorem. Napisał kilka książek obyczajowych, w tym między innymi „W kajdankach namiętności“, „Nie rób mi tego“ czy „Bo wiesz...“.

Tytuł: W kajdankach namiętności; Autor: Piotr Kołodziejczak; Wydawnictwo: Borgis; Liczba stron: 231, Gatunek: Kryminał miłosny.

 Justyna ma podejrzenia, że ukochany mąż, Karol ją zdradza. Oboje wiedzą, że od dłuższego czasu coś między nimi się nie układa. Ponad to ich córka jest w trudnym wieku. Dlatego, kiedy kobieta za namową przyjaciółki, poznaje pisarza Bartka, który od początku robi na niej niesamowite wrażenie, nie waha się. W tym czasie w mieście dochodzi do tajemniczych morderstw, których motywu policja nie potrafi ustalić. Kto morduje niewinnych ludzi w ich własnych domach? Jaki związek z całą tą sytuacją ma Justyna? Czy uda jej się naprawić małżeństwo, czy nowa znajomość przerodzi się w romans?

„W kajdankach namiętności“, to kolejna już powieść Piotra Kołodziejczaka. Jak sam autor twierdzi, jest to kryminał miłosny. Co prawda wątek kryminalny cały czas przewija się bardziej w tle, to wszystko sprowadza się właśnie do niego.
Książka jest lekka, szybko się ją czyta, a co najważniejsze posiada takie fragmenty, przy których można się pośmiać. Jest doskonała na chłodne, leniwe wieczory przy kominku, z kubkiem kawy.

Niestety, wbrew temu, co czytamy w opisie książki, znajdującym się na okładce, nie ma wielu zwrotów akcji. Niemalże od samego początku autor podsuwa nam bohatera, którego obarczamy winą za dokonane mordy. Wszystko wskazuje na niego i te podejrzenia ciągną się niemal do końca książki. Końcówka jest jednak bardzo zaskakująca i przyznam szczerze, że nie spodziewałabym się takiego obrotu sytuacji.
Gatunek określiłabym bardziej jako „miłosny“, gdyż to właśnie na tym uczuciu opiera się powieść, a podstawowym zadaniem wątku kryminalnego jest spoić wszystkie pozostałe wątki, zawarte w dziele. A jest ich całkiem sporo. Może dlatego pojawia się parę nieścisłości, które jednak niczym nie przeszkadzają, bynajmniej mi. W czasie trwania akcji przewija się wielu różnych bohaterów, których poznajemy mniej lub bardziej. Co zaskakujące, każdy z tych bohaterów jest ciekawy. Pan Kołodziejczak przedstawia nam całą paletę barwnych postaci, których doświadczenia w miłości mają skrajnie różne odcienie. Raz jest to miłość ślepa, niewinna lub po prostu zagubiona, a raz udawana, wyrachowana czy... niezobowiązująca.

„- Zrób mu dobrze laskę i załatw sprawę. Tylko w trakcie, a nie po. (...)
- Dobrze wiesz, że facet traci pamięć razem z nasieniem. (...)“

Autor w swojej powieści przeprowadził ciekawy, ale jednocześnie i bardzo odważny zabieg. Jest to swego rodzaju autoreklama, która może zachęcić, ale w nadmiarze może być męcząca. Bohaterowie co jakiś czas przytaczają fragmenty napisanych przez Pana Kołodziejczaka książek. Czasem odnoszą je do swojego życia, a czasem po prostu kojarzą im się niektóre wydarzenia.

„ (...) Obok siedziała kobieta w średnim wieku i czytała książkę. Justyna dyskretnie zerknęła. „Klępy śpią“. „No przecież ja to czytałam! Autor, ten, jak mu tam? Piotr Kołodziejczak!“ (...) “

„W kajdankach namiętności“ to książka, przy której naprawdę można się pośmiać, nie tylko z sytuacji, w których znajdują się postaci, ale też i z toku myślenia autora, szczególnie, kiedy wspomina o kobiecych sprawach, takich jak makijaż...

„ Ależ ja okropnie wyglądam z taką zmęczoną twarzą - skonstatowała w myślach. - Jak ja się pokażę w pracy?“ (...)
Całe szczęście, że mam swój lotion. - Przypomniała sobie o zbawiennym kosmetyku (...)“

...czy cellulit...

„ A czym miałabym się przejmować? Dopiero co, głupolu, wytłumaczyłam ci, że cellulit nie jest żadną chorobą, lecz nieszkodliwym defektem urody. Baby mają pomarańczową skórkę i jęczą z tego powodu, a faceci ciążę gastronomiczną, którą mają gdzieś (...)“

Podziwiam autora za takie właśnie podejście do sprawy. Może gdyby więcej facetów właśnie takie opinie wyrażało, to my, kobiety nie byłybyśmy tak przewrażliwione na punkcie swojego wyglądu? Tak czy inaczej to kolejna sprawa, dzięki której Pan Piotr u mnie zapunktował.

Skoro już o tym mówimy, to muszę Wam się do czegoś przyznać. W pewnej chwili doznałam tzw. deja vu. Jest jeden fragment, który czytałam, mając wrażenie, że już go skądś znam, ba, że czytałam go i myślałam dokładnie o tym, o czym teraz - a mianowicie o tym, że muszę napisać w recenzji, że książka, mimo tego, że bardziej skupia się na wątkach miłosnych, niekiedy nawet bardziej erotycznych, niż kryminalnych, i tak jest doskonała i godna polecenia. I możecie mi wierzyć, że nie jest to, jak wierzą niektórzy, przebłysk wspomnienia z poprzedniego życia. Jeśli dobrze pamiętam, dokładnie ta sytuacja śniła mi się kilka tygodni temu, o czym zdążyłam już zapomnieć, a co przypomniał mi właśnie ten kawałek.

Więc zdecydowanie polecam tę książkę, wszystkim. Jest lekka i przyjemnie się czyta, ale również wciąga i trzyma w napięciu. I nawet jak czasem można się zgubić w treści, to naprawdę warto po nią sięgnąć. Polecam nawet młodszym czytelnikom, pomimo tego, że w treści pojawia się kilka niecenzuralnych słów i scen... poniekąd erotycznych. Za to osobom, które nie lubią książek, w których autor „skacze“ między różnymi bohaterami radzę nie przywiązywać się za bardzo do żadnej z postaci.
Zapraszam do czytania „W kajdankach namiętności“ i pozostałych książek tego doskonałego autora. Sama z przyjemnością po nie sięgnę, być może nie raz.

I na zakończenie dam jeszcze jeden fragment, po przeczytaniu którego po prostu spadłam z krzesła. Wielki szacunek dla autora, za to, że pisząc tak doskonale, potrafi napisać coś tak... innego. A nie jest to proste.

„ (...) mieszka na trzecim piętrze. Znaczy się mieszkała, bo niedawno ją wynieśli. No jak tu żyć gdy tak sobie mieszkasz i mieszkasz a potem cię tacy wynoszą nogami do przodu. Strasznie ją zamordowali. Żal mi się zrobiło na tę myśl że tak strasznie. Musiało Felicje niepotrzebnie boleć, ale już mi nie opowie jak mocno. (...) “


4 komentarze:

  1. Przeczytam i dzięki za ciekawą recenzję. Książka wydaje się fajna. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoja recenzja jak zwykle zwala mnie z krzesła, albo jak w tym przypadku: z fotela. Książka wydaje się fajna! Recenzja - ciekawa, dzięki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba będę musiała robić sobie jakąś listę na komputerze, żeby spisywać wszystkie książki, które mnie zaciekawią :D Mówiąc szczerze, mimo że recenzja jest jak zwykle napisana na medal, to sama pozycja nie zaciekawiła mnie za bardzo. Opisałaś ją w samych superlatywach, ale nie wiem czemu nie potrafię się przekonać. Może to jest główny powód, dla którego powinnam właśnie po nią sięgnąć?
    Jak już wspomniałam, recenzja pierwsza klasa, ale co ja się będę ciągle powtarzać? :D Wiesz, że jesteś w tym dobra i widać to w każdym słowie, które wychodzi spod Twoich palców :)
    Czekam z niecierpliwością na kolejną ;)
    Pozdrawiam,
    DiaMent.

    PS zauważyłam, że lubujesz się strasznie z kryminałach :D Nie wiem czy czytałaś, ale jeśli nie- polecam "Drabinę Dionizosa" Luca di Falvio :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak czytałam tę książką jak kilka innych tego autora :)
    Umie zainteresować i rozbawić czytelnika, by na końcu bardzo go zaskoczyć ^^
    Bardzo lubię jego książki, bo jest w nich też kilka prawd życiowych, które można wynieść :)

    OdpowiedzUsuń