8 lipca 2013

E.L. James - "Pięćdziesiąt Twarzy Greya"

Pięćdziesiąt twarzy Greya - James E LSięgnęłam po tę książkę kierując się listą ówczesnych bestsellerów. W końcu powieść bijąca wszystkie rekordy w sprzedaży wpadła w moje ręce i - nawet ku mojemu zdziwieniu - została pochłonięta przeze mnie w niewiarygodnie szybkim tempie. Nie wiedząc nic o jej tematyce śledziłam kolejne wydarzenia, zastanawiając się, czy jestem bardziej zaskoczona, czy zainteresowana. Nawet nie zdążyłam zauważyć kiedy dobrnęłam do końca, najbardziej wciągnięta sposobem przedstawienia przeszłości i psychiki głównego bohatera. Autorka wywołała u mnie rzadkie uczucie niedosytu, chęci jak najszybszego poznania co tak naprawdę skłoniło Christiana Greya do prowadzenia tak zaskakującego stylu życia oraz czy uda mu się z nim skończyć dla uroczej Any Steele. 

Anastasia Steele to młoda studentka literatury, która pod namową swojej najlepszej przyjaciółki pojechała przeprowadzić wywiad z bogatym przedsiębiorcą Christianem Greyem. Inteligentny i przystojny milioner zrobił na niej nie lada wrażenie, jednak niepewna siebie Ana postanawia jak najszybciej zapomnieć o tym wydarzaniu i zatrzeć wspomnienia o nieudanym (według niej) pierwszym wrażeniu. Nie chcąc sobie robić nadziei, panna Steele nawet nie podejrzewa, że sławny Christian pojawi się w miejscu jej dorywczej pracy. To nie jest ich ostatnie spotkanie i z każdą chwilą Anastasia wkracza w świat, którego wcześniej nie znała - świat Christiana Greya, człowieka o pięćdziesięciu różnych twarzach. Jest to świat pełny skrywanych pragnień, pożądania, erotyki, ale i miłości, która wcale nie należy do łatwych.

O książce chodzą różne opinie, pozytywne jak i negatywne. Spotkałam się z określeniem "porno dla mamusiek" i choć bardzo bym chciała to jakoś skomentować, to raczej mi się to nie uda. Nie jestem ani mamuśką, ani nie mam w zwyczaju czytać książek o tematyce takiej jak powieść E.L. James. Chciałabym za to przedstawić moją opinię, która nie ma wiele wspólnego z wątkami erotycznymi znajdującymi się w środku. Nie wiem, jaki miała zamiar autorka, lecz ja w trakcie czytania zwracałam uwagę na zupełnie inne rzeczy, choć oczywiście musiałam przebrnąć również przez wręcz anatomiczne opisy wykonywanych przez główne postaci czynności.

Jak wspomniałam na początku recenzji, zafascynowała mnie psychika Greya. Nikt nie wie, co tak naprawdę skrywa jego mroczne życie. Gdy świat mediów podejrzewa milionera o bycie gejem, on spisuje umowy ze swoimi Uległymi. Dlaczego to robi? I co ma w sobie takiego młoda Anastasia, że Grey nie potrafi przestać o niej myśleć? Wykorzysta ją, czy zmieni charakter, by móc po raz pierwszy stworzyć z nią stały związek? Ta książka nie bez powodu została nazwana Pięćdziesiąt Twarzy Greya. Ma on bowiem tyle obliczy, że trudno jest sobie odpowiedzieć na te wszystkie pytania. Stanowczy i lubiący zadawać ból, a jednak opiekuńczy i dbający o bezpieczeństwo. Działający charytatywnie biznesman o iście wymyślnych fantazjach. To tylko kilka z cech, które mu towarzyszą. I choć ta postać jest bardzo interesująca i przynajmniej ja chciałam poznać wszystkie jego zamiary i powody działań, ma też jedną wadę. W oczach Anastasii jest zbyt idealny, co sprawia, że ta książka wypada trochę gorzej w moim osobistym rankingu. W dzisiejszych czasach brzydkie kaczątko i idealny jak z obrazka mężczyzna to dość przereklamowana historia. Biorąc pod uwagę zaskakujący fakt, że autorka czerpała inspirację do pisania z Sagi Zmierzch, stwierdzam, że Erika Mitchell mogła postarać się bardziej.

Bohaterowie w trakcie powieści zmieniają się i poznajemy ich nowe cechy, często nieznane im samym. Nie uważam, żeby ta książka była nudna, jeśli ktoś zwróci właśnie na jej psychologiczny aspekt. Choć z pozoru życie kogoś może nam się wydawać idealne, warto poznać jego mroczne sekrety i okrutną przeszłość, by zmienić zdanie na jego temat. Jak nie powinno oceniać się książki po okładce, tak z pewnością nie wolno wyrabiać sobie zdania na temat Christiana Greya po jego idealnej twarzy.

Nie sięgajcie po tą książkę jednak gdy nie kręcą Was fantazje seksualne amerykańskich pisarek. I jeśli naprawdę Zmierzch miał wpływ na karierę E.L. James, to wersja niegrzecznej Belli i Edwarda chyba nie do końca jest dla młodszych fanów sagi. Im dłużej nad tym myślę, tym więcej znajduję podobieństw, co wcale mi nie służy. Mimo tego ja osobiście sięgnęłam po drugą część trylogii, i sięgnę również po trzecią, gdy tylko ją odzyskam (uroki bycia jednoosobową biblioteką).


Podzielcie się swoimi wrażeniami, jeżeli mieliście styczność z tą trylogią. A może Was zachęciłam/zniechęciłam do sięgnięcia po ten bestseller?



27 komentarzy:

  1. Słyszałam bardzo dużo o tej książce, i pozytywne i negatywne opinie. Szczerze mówiąc miałam ją w domu, ale z powodu braku czasu na czytanie oddałam ją z powrotem do biblioteki. Może się skuszę, sama nie wiem, czy chcę to czytać. :)
    zapraszam na mojego bloga z recenzjami książek: http://wyznania-bibliofilki.blogspot.com/ :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam całą trylogię i jestem cholernie zadowolona.
    Super książki-pełne wrażeń i zaskakujące.
    Co do Twojej recenzji powiem, że trochę za dużo napisałaś o pierwszej części. Nie wiem czy po takiej recenzji sięgnęłabym po książkę, jak znam prawie wszystkie wątki.
    Jestem dość młodą osóbkę, ale bardzo dobrze zrozumiałam tą trylogię.
    Jest trochę psychologiczna, ale nie widzę w niej czegoś takiego jak brzydkie kaczątko zakochuje się w cudownym łabędziu. W tej trylogii jest trochę inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W żadnym razie nie chciałam zdradzać wszystkich wątków! Opisałam to, co podobało mi się najbardziej, ale też skrytykowałam to, co mogłoby być o wiele lepsze przy książce określanej bestsellerem. Nie uważam, by była to kopia Zmierzchu, jednak istnieją wspólne elementy dotyczące charakterów głównych bohaterów. Niemniej jednak, cieszę się, że Tobie ta trylogia się spodobała :)

      Usuń
  3. Czytałam pierwszą część i stwierdzam, że jest straszna... może i łatwo się czytało, ale wystarczyło mi kilka pierwszych słów, żeby stwierdzić, że jest to "Zmierzch wersja porn".
    Mnie osobiście odrzucały niektóre erotyczne sceny. Nie, nie jestem małolatą ani cnotką. Uważam jednak, że niektóre jej fantazje były po prostu niesmaczne co wywołało we mnie niejednokrotnie nudności. Drugą część zaczęłam, ale nie wciągnęła mnie na tyle bym miała ją skończyć na mus. Pewnie przeczytam tę trylogię, bo jestem jedną z takich osób, które pochłaniają każdy rodzaj książki :)
    Niemniej, zastanawia mnie czym właściwie się wszystkie żeńskie czytelniczki podniecają. Ja nie znalazłam w tym żadnej rewelacji.
    Pozdrawiam,
    DiaMent.

    PS recenzja jak zwykle na najwyższym poziomie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się z Tobą zgadzam. Dlatego skupiłam się w swojej recenzji na wątku bardziej psychologicznym. Nie uważam, by moja opinia była całkowicie pozytywna - wątki erotyczne przepełniają książkę, aż w końcu to zabija całą ważniejszą treść (o ile ktoś potrafi z tego coś wyciągnąć oprócz fantazji głównej bohaterki).
      Jako miłośnik książek o wampirach, sięgnęłam po nią z czystej ciekawości. Łatwo się czyta, choć "literatura erotyczna" pewnie nie zostanie moim ukochanym gatunkiem.

      Mimo tego, mam nadzieję, że recenzja jest "do przeczytania" :)

      Usuń
  4. Ja nie czytałam, ale spotkałam się z opinią mojej siostry, która stwierdziła, że o taki "Zmierzch dla dorosłych". Myślicie, że to trafne określenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że jak najbardziej. To była pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy. Tylko zamiast "dla dorosłych" ja pomyślałam "wersja porn". Kto co lubi :)

      Usuń
    2. Jeżeli to naprawdę ma tyle wspólnego ze Zmierzchem, to ja nie chcę tego czytać. Pomijam fakt, że wcześniej już odrzuciła mnie sama myśl o tym, że to jest w "wersji porn". Ja jednak wolę starego dobrego Child'a.

      Usuń
  5. Mam takie samo zdanie co ty. Przeczytałam całą trylogię mając 13 lat i jestem z tego zadowolona. Osobiście i ja się inspiruję z Sagi Zmierzch, ale trio. Jak coś to zajrzyj do mnie i sprawdź :P
    Uważam, że Grey jest dobrym człowiekiem, ale mimo to zirytował mnie na początku fakt, jaki był w stosunku do Anastasii. Już było widać, że pokochał ją.
    E.L. James, nie wiem dlaczego akurat Saga Zmierzch, ale to nie moja sprawa. Każdy bierze z czegoś inspiracje, więc ja uważam, że tak jest dobrze. Moja opinia książki w skali od 1:10 to: 8,5/10

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dalej mam te zryte 13 lat XD

      Usuń
    2. Ja słyszałem, że autorka jest wielką fanką Zmierzchu i początkowo ta książka była fanfiction o Zmierzchu :))

      Usuń
  6. Przeczytałam półtorej książki z tej serii - nie dałam rady przebrnąć dalej. Cały czas jest to samo... I nudno.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam i szczerze mówiąc walczyłam z nią długo. Nie podobała mi się, lecz nie było tak źle, jak podejrzewałam, że będzie.

    OdpowiedzUsuń
  8. No powiem szczerze, że ona mnie pochłoneła jako jednyna... przeczytałam ją w 3 dni co szczerze w ogóle mi się nie zdarza.. Teraz śledze losy Greya na okrągło :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kupiłam pierwszy tom, bo zastanawiało mnie o co tyle szumu (bestseller, wielkie reklamy w Empiku itd.). Wiem, że miał to być erotyk, ale wkurzało mnie to, że każda poważniejsza rozmowa kończyła się seksem. Chociaż porównaniu z inną książką tego typu ("Dotyk Crossa"), tutaj można dostrzec, że bohaterowie starają się poznać, dowiedzieć czegoś o sobie (co w przypadku zbierania informacji o Anastasii Greyowi idzie bardzo szybko). Podobała mi się (chociaż wysokich lotów to ona nie jest), bo lubię takie książki, które nie wymagają skupiania, są lekkie i szybko się czyta, odstresowują. Jest parę scen, które naprawdę polubiłam (i w sumie żadna nie ma nic wspólnego z seksem) :)

    www. licencja- na- czytanie. blogspot. com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście uważam, że cała seria Crossfire jest o wiele ciekawsza niż niż "50 Twarzy Greya". I według mnie to właśnie Gideon i Eva bardziej starają się poznać siebie nawzajem...

      Usuń
  10. Przeczytałam "Pięćdziesiąt Twarzy Greya" oraz dalsze części i muszę przyznać, że ta książka różni się od wszystkich, które dotychczas miałam w rękach. Miał to być erotyk, i rzeczywiście był, ale autorka na siłę starała się tam wpleść jakieś poważniejsze wątki. Niektórzy autorzy potrafią pogodzić perwersyjny seks i prawdziwe problemy, ale pani James nie wyszło to najlepiej. Chociaż muszę przyznać, że Christian był dość intrygującą postacią. Natomiast Anastasia Steel jest nudna jak flaki z olejem. Według mnie w ogóle nie ma własnej woli i robi wszystko, co Szary jej powie. Zupełnie jak Bella ze "Zmierzchu".
    Na początku nie dostrzegałam podobieństwa do sagi pani Mayer (bo co ma erotyk do książki o wampirach?!), ale po jakimś czasie zauważyłam pewne powiązania. A największym i najgorszym z nich była główna bohaterka. Bella i Ana - tego nie można pominąć! Obie tak samo nudne, przewidywalne i oddane swym ukochanym. Lecz przede wszystkim obie bez wyrazu. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że Erika wzorowała się na Stephanie, ale powinna dodać tam coś od siebie. Zróbmy więc małe porównanie.
    Zupełnie przeciętna dziewczyna spotyka przystojnego, tajemniczego i bogatego mężczyznę. Oczywiście pomiędzy tą dwójką od razu wybucha romans. (Różnica między książkami to sposób okazywania sobie tych uczuć przez bohaterów.) Oczywiście nasi przystojniacy mają pewne sekrety, przed którymi chcą chronić swoje kobiety. Następnie jest cud, miód i malina, bo są zakochani. Później następuje "Bum" i rozdzielają się, ale za chwilę ponownie są razem. Później przychodzą małe wątpliwości i parę problemów, jednak ostatecznie wszyscy żyją długo i szczęśliwie.
    I w tym momencie mam ochotę zapytać: "Serio?! Serio?!". Gdzie tu jakaś akcja, prawdziwy problem, jakiekolwiek wyzwanie? Nigdzie! Może ja jestem za tępa na tą książkę i nie potrafię zrozumieć jej wspaniałości... Nie wiem. Jednak na pewno dostrzegam potencjał, jaki krył się między stronami. Był pomysł i to całkiem niezły, ale brakuje tutaj pomysłu, polotu. Oczywiście autorce trzeba oddać ukłony, bo sceny seksu wyszły jej bardzo dobrze. Najlepiej z wszystkiego, szczerze powiedziawszy. Mogę także zapewnić, że było kilka scen (niezwiązanych z seksem), które naprawdę mnie rozczuliły i aż miałam ochotę na kilka minut stać się Aną.
    Wiem, że moja opinia zapewne nie spodoba się wszystkim. Dużo osób się z nią nie zgodzi, lecz znajdzie się i paru zwolenników mej teorii. Nie mnie jest ostatecznie sądzić, czy rzeczywiście to prawdziwy pisarskie objawienie, czy raczej potworna pomyłka. Ja jedynie wyraziłam własną opinię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, bardzo wyczerpująca opinia! I mam wrażenie, że jednak wiele osób się z Tobą zgodzi. Moja opinia miała być neutralna, choć wątki poboczne mi się podobały - głównie chodzi o charakter Christiana. Jednak za każdym razem jak myślę o 50 Twarzach i Zmierzchu - muszę przyznać, że Zmierzch jest tylko mniej erotyczny. Idealny facet, z początku nieosiągalny zakochuję się w szarej myszce. Hm. W każdym bądź razie ta seria na czymś się wybiła i chciałam spróbować - chyba dużo osób właśnie dlatego po nią sięgnęło. Myślisz, że powinnam sięgnąć po Crossfire?

      Usuń
    2. Cóż, czasem zdarza mi się napisać coś sensownego!:) Charakter Christiana to chyba najlepszy i najciekawszy wątek w całej książce. Szkoda, że odgrywa on rolę drugoplanową. Zupełnie jak w Zmierzchu - wszystko, co fajne jest nieważne, bo miłość wszystko zabiła. Ale już dość tego mojego trucia!
      Osobiście uwielbiam Crossfire. Oczywiście jest to erotyk, ale mam wrażenie, że sceny seksu są lepiej opisane, ze smakiem. Książka nie skupia się jedynie wokół spraw łóżkowych i to jest jej największy plus. Pisząc w poprzednim komentarzu, że "niektórzy autorzy potrafią pogodzić perwersyjny seks i prawdziwe problemy" głównie myślałam o pani Sylvii Day. Ta autorka stworzyła naprawdę dobrą serię.
      Wiele osób twierdzi, że Day "wzorowała się" na E.L. James. Jednak chyba muszę to wszystko sprostować. Obie serie mają podobny schemat. Młoda dziewczyna spotyka przystojnego, tajemniczego milionera. I w sumie tu podobieństwa się kończą. Eva Tramell ma dwadzieścia cztery lata, jest blondynką i posiada silny charakter. Poznajemy ją w momencie, gdy zaczyna pracę w przodującej w USA agencji reklamowej. Od razu wszyscy pomyślą, że jej szef to ten seksowny przystojniak i zaraz po poznaniu idą do łóżka. Otóż nie! Eva jest świadoma swoich wdzięków, ale nie korzysta z nich. Nie, ona woli być zdobywana, co bardzo mi się spodobało! Również bardzo fajne są wątki poboczne - Cary i cała jego wyjątkowość oraz rodzice Evy. Nie są one aż tak ważne w pierwszym tomie, lecz w następnych odgrywają ważną rolę. Jednak najciekawsza jest miłość Gideona i Evy. Oboje mają problemy, ale nawzajem starają sobie pomóc. Ich przeszłość jest naprawdę mroczna i często daje o sobie znać. Głównie wątek psychologiczny tak bardzo mnie urzekł. Nie jest on banalny i widać, że jest on prawdziwszy niż u Christiana i Any. W ogóle cała ta historia wydaje mi się prawdziwsza oraz ciekawsza. Widać, że autorka pisała to z głową i miała z tego przyjemność. A takie rzeczy widać gołym okiem!
      Także, jeżeli spodobała ci się moja opinia, to powinnaś sięgnąć po tą serię. Ale przestrzegam, że sceny seksu są mocniejsze niż w "50 Twarzy Greya", a przynajmniej ja miałam takie wrażenie. Spokojnie, nie ma tam raczej niczego nieprzyzwoitego. Dlatego szczerze polecam Crossfire!
      PS 1. Bardzo fajna jest też "Naga. Oblicza Blackstone'a. Część I" Rainy Miller. Też erotyk, ale bardzo przyjemnie się go czyta :)
      PS 2. Nie wiem, czy to odpowiednie miejsce na taką wiadomość, ale zauważyłam, że ktoś polecił Dom Nocy. Nie mam zielonego pojęcia, kto pisze recenzję, ale mogę szczerze powiedzieć, że nie polecam tej serii. Pierwsze książki są znośne, lecz następne części autorki piszą tylko dla pieniędzy. A to straszne, szczególnie, gdy czytelnik to zauważa!

      Usuń
    3. Cóż, Twój komentarz to prawie jak bardzo dobra recenzja! Widać, że polecasz tę książkę, a to pierwsza taka opinia o niej, z którą się spotkałam! Chyba muszę po nią sięgnąć i sama wyrobić sobie opinie. Lubię bohaterów z mroczną przeszłością, jej odkrywanie to jeden z moich ulubionych momentów w różnych książkach. Jest to talent autora do rozwinięcia danej postaci. Szczerze też przyznam, że Grey był chyba pierwszą książką tego typu, jaką przeczytałam. Nie licząc książek o wampirach, gdzie nieraz spotkałam się z wyjątkowo podkreśloną ich seksualnością. Cóż, chyba musisz poczekać na moją opinię i zobaczymy, czy się pokryją! :)
      Jeśli chodzi o Dom Nocy, to przeczytałam wszystkie części (10 + dodatek) i wkrótce pojawi się jakaś recenzja. Ogólnie uważam to za dość lekkie książki, jest tam wiele kolokwializmów i tak dalej. Kilka było naprawdę nudnych, lecz co jakiś czas pojawia się akcja, która w pewien sposób mnie wciąga :) Ale ja próbuję każdej książki o wampirach, których mam ponad sto na półce, a to była jedna z pierwszych serii, więc może mam pewien sentyment!

      Usuń
    4. Ja poleciłam (albo raczej kazałam przeczytać) moim przyjaciółką Crossfire i wszystkim bardzo się podobało. Każda po prostu zakochała się w Gideonie. Ja z resztą też! Chętnie poczekam, bo sama jestem ciekawa, co powiesz. :)
      Mnie tematyka wampirów jakoś nie pociąga. I spowodował to Dom Nocy oraz Zmierzch. Gdy czytałam te serie 4 lata temu, miałam "fazę" na tego typu rzeczy. Jednak za chwilę przeczytałam Igrzyska Śmierci i jakoś mi przeszło. Wtedy stałam się taką wybredną czytelniczką i tematy wampirów oraz wilkołaków przestały mnie pociągać. Dopiero Dary Anioła obudziły we mnie wiarę w takie fantasy. Teraz może jeszcze raz spróbuję z tymi magicznymi stworzeniami, więc mam pytanie: jaką książkę polecasz?

      Usuń
    5. Jeśli jesteś wybredną czytelniczką to zdecydowanie polecam "Niewolnicę" - coś na zupełnie innym poziomie i nawet z lekkim zabarwieniem erotycznym (tak, żeby nawiązać). Lubię luźne książki o wampirach, więc nie wiem, czy w mojej biblioteczce znalazłoby się coś jeszcze, co mogłoby Ci się spodobać, ale ode mnie recenzje tego gatunku na pewno będą się często pojawiać :)

      Usuń
    6. Nie jestem aż tak wybredna, ale nie lubię czytać jakiś bezsensownych romansideł lub książek, gdzie prawie w ogóle nie ma akcji. Ja zdecydowanie uwielbiam połączenie tego wszystkiego. Akcja, romans, tajemnica, problemy, mroczna przeszłość - cud, miód i malina!
      "Niewolnicę" postaram się przeczytać, ale na wakacje już jej chyba nie wcisnę. Mam tak zawalony grafik książkowy, że to jest istna masakra. Tyle do przeczytania, tak mało czasu. Oto mój odwieczny problem! :P

      Usuń
    7. PS. Tak głupio mi pisać, ale chyba musicie zaktualizować Pokój Życzeń :)

      Usuń
    8. Odnowiony pokój życzeń! :)

      Usuń
    9. Dziękuję. Po prostu chciałam zobaczyć, co jeszcze tu się pojawi :)

      Usuń
  11. Czytałam, ale nie zwracałam uwagi na wątki erotyczne, to było takie... Hmm.. Dla mnie nieważne.
    Tak jak ciebie zafascynowała mnie psychika Greya, jest to naprawdę dobrze wykreowana postać, jest zadziwiający.
    Książka nie jest moją ulubioną, niestety poprzestałam na niej i nie wiem, czy dokończę całą trylogię ;)

    OdpowiedzUsuń