26 czerwca 2013

Stephenie Meyer - "Intruz"

Cześć! 
Dzisiaj pierwsza nieblogowa recenzja mojego autorstwa. Chyba powoli się tu zadomawiam! Zaczynam od książki Stephenie Meyer (tak, autorki „Zmierzchu”) pt. „Intruz”.

Nasz świat został najechany przez dusze. Są wszczepiane w ludzkie ciała, by wreszcie przejąć kontrolę nad całą Ziemią. Obcych jest coraz więcej i pozostałym coraz trudniej przed nimi uciekać. Jedną z takich osób jest Melanie. Jej celem jest chronienie swojego młodszego brata za wszelką cenę. Dziewczyna poznaje Jareda – jedynego prawdziwego człowieka, którego spotkała od miesięcy. Ma nadzieję, że będzie mogła chronić brata tak długo jak to możliwe. Wkrótce jednak wszystko się zmienia. Melanie wpada w pułapkę i zostaje poddana potwornemu zabiegowi. Zdarza się wypadek i dziewczyna posiada… dwie dusze. Początkowo Wagabunda – wszczepiona dusza – chce wydać wszystkie informacje o pobycie rodziny dziewczyny, jednak po jakimś czasie zaczyna jej współczuć. Wkrótce „nowa Melanie” zaczyna rozumieć miłość dziewczyny do chłopaka i brata, więc  postanawia pomóc jej w poszukiwaniach.

Książka pozytywnie zaskakuję, również podwójnie, jeżeli patrzymy na nią przez pryzmat „Zmierzchu”. A nie powinniśmy tak patrzeć, uwierzcie mi. Pani Meyer pokazała, że umie wykreować inną historię, inny świat. Szkoda tylko, że jakby układ bohaterów jest podobny. Chodzi mi o wybór dziewczyny między dwoma chłopakami. Jednak jest to trochę powierzchowne porównanie i spotykane nie tylko w tych dwóch pozycjach, które wymieniłem wyżej. „Intruz” jest dosyć obszerny, ale wciąga i nie zauważycie, a już przeczytacie całą. Mnie na początku odrzucała, jednak potem nabrała takiego tempa, że nie mogłem się oderwać. Plusem jest także, że książkę napisano na dwie czcionki. Jedną myślami Melanie, drugą Wagabundy.

Teraz trochę o tym, co mnie urzekło. Historia. Tak, jest naprawdę świetna! Oryginalna, niebanalna. Pomysłowa. Naprawdę mi się podobała. Mi! Chłopakowi, który nie trawi romansów (chyba, że w ostateczności pisanych z punktu widzenia chłopaka). Podoba mi się taka metafora zawarta w książce, że każdy z nas ma czasem dwie dusze (albo bardzo często). Kierujemy się sercem, albo rozumem. Tak jakby dwie istoty żyły w naszym ciele. Jakby czasem odzywała się nasza prawdziwa natura, a niekiedy Intruz.  Nic tylko polecić.


Gdzieś przeczytałem, że ma wyjść druga i trzecia część „Intruza”. Jestem bardzo ciekaw, co z tego wyjdzie. I czy będzie tak samo dobra jak pierwsza część. Czekam z niecierpliwością.








Poniżej możecie zobaczyć kilka kadrów z filmu:







Witajcie.
Znów wychodzi tak, że ja - Eve - dopisuję się do recenzji tylko "na doczepkę", ale mi bynajmniej nie robi to różnicy.
Jeśli chodzi o "Intruza", to jest to książka, w której zakochałam się już od pierwszych stron. Historia jest niebanalna, interesująca... I bądź co bądź, Meyer potrafi pisać, i to bardzo dobrze!
Ukazuje nam to, że nawet, jeśli coś wydaje się nam dobre, to wcale nie znaczy, że inni uważają tak samo! Nie jest to kolejna historia typu "Zmierzch", gdzie najważniejsze jest to, aby mieć chłopaka.
W tej powieści autorka pokazuje nam, że ważne jest to, aby walczyć o siebie, ale również, że nie można oceniać innych przez pryzmat tego, jakie jest ich otoczenie. W tym wypadku zadziałało to w obie strony! I pomimo tego, że dużą część książki stanowi bardzo zawiły wątek miłosny, to opowiada ona też o przyjaźni, wytrwałości, cierpieniu... Czy chociażby zaufaniu.

Ja również mam nadzieję, że kolejne części będą tak niesamowite i oryginalne.
Jeśli zaś chodzi o film... Jest zrobiony naprawdę dobrze i chociaż na początku może się wydawać, że aktorzy nie pasują do ról (tak było w moim przypadku), to bardzo szybko okazuje się, że jest odwrotnie. Ale w końcu to autorka wybierała odtwórców wszystkich ról, więc nie mogło być inaczej.

Polecam tą książkę, zdecydowanie. Jeśli macie jakieś opory - nie wahajcie się, tylko sięgnijcie po nią. Nawet jeśli ktoś ma problem z przebrnięciem przez początek, (a z doświadczenia wiem, że takie osoby są), to wierzcie mi, naprawdę warto.


9 komentarzy:

  1. Ale się cieszę, że napisaliście recenzję "Intruza"! (: Już od jakiegoś czasu zastanawiam się czy przeczytać tą książkę. Gdyby była u mnie w bibliotece pewnie już dawno bym ją przeczytała, ale że niestety jej nie ma muszę kupić ją sama i zastanawiałam się, czy warto wydawać kasę:D Po przeczytaniu tej recenzji z pewnością ją kupię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze, bo naprawdę warto :)
      Sama myślę, czy nie przeczytać jej kolejny raz, ale mam całą listę książek do przeczytania, a i ostatnio kupiłam sobie nową.
      Już nie mówiąc o tym, że od dawna planuję kolejny raz przeczytać całego HP.

      Usuń
  2. Ekhem, ekhem. Jakie osoby masz na myśli mówiąc o "trudnych początkach"? Muszę przyznać, że macie całkiem odmienne zdania chyba co do tego. Astroo napisał, że na początku było trudno, a Eve, że od razu ją wciągnęło. A ja powiem tak: Nie przebrnęłam przez więcej niz 20 stron tej książki i nie kusi mnie, by znowu po nią sięgnąć, tak samo, jak po film. Może to nie mój gatunek do końca, lub po prostu trochę faktycznie kojarzy mi się z miłosnymi wyborami. Jednak mogę poświadczyć, że Eve i wiele znanych mi osób (chyba też Astroo) szczerze ją poleca, więc... Może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że polecam, ale przyznaję: na początku było ciężko i chciałem ją odłożyć po kilkudziesięciu stronach :)

      Usuń
    2. Jeśli przeczytałaś "Zmierzch" i Ci się podobał, to wierz mi, że to jest o niebo lepsze i nie tylko o miłości!
      Trudnej miłości, a nie chorej, jak w wyżej wymienionej powieści.
      Tak, ja akurat nie miałam problemu z początkiem. Kocham to i tyle.
      I masz ją przeczytać, to rozkaz!

      Usuń
  3. Książka jest cudowna, naprawdę warta przeczytania- zgadzam się z recenzentami :)
    Astroo ma u mnie dużego plusa oraz duży szacunek za to, że przebrnął przez książkę pióra typowo "babskiej" pisarki :D
    Co do filmu...
    mi się podobał bo czytałam książkę, jednak jeżeli ktoś ma zamiar najpierw obejrzeć film to kategorycznie odradzam!
    Dla kogoś kto nie jest zaznajomiony z treścią będzie się niemiłosiernie dłużył i mimo naprawdę wciągającej treści pozostanie w głowie jako "nudny". Dlatego szczerze polecam najpierw książkę aby móc w pełni cieszyć się dobrze zrobioną ekranizacją :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm, mam takie same zdanie Jak Ann. Sięgnęłam po książkę, dużo osób ją polecała i dodawało "Film też musisz obejrzeć!" Wybrałam się do księgarni i zaczęłam czytać. Na samym początku nie ogarnęłam nic i czułam się tak jakby było to wyrywane z kontekstu, Potem książka mi się zaczęła po prostu nudzić. Starałam się ją doczytać przynajmniej do połowy. Utknęłam w momencie jak Wagabunda/Melanie (?) jedzie na pustnie i kupuje mapę w sklepiku, dalej nie dałam rady:) Kolejną rzeczą, które trochę zniechęciło mnie na samym początku, było to, że dwie obce osoby widzą się pierwszy raz, dociera do nich, że "są normlani" a mężczyzna momentalnie całuje obcą dziewczynę D: Meyer to nie są moje klimaty ;c

    OdpowiedzUsuń
  5. "Intruz" jest świetny, aczkolwiek nie od razu mi się spodobał. Trochę niezrozumiały początek, jak dla mnie (a może to tylko wina mojego niskiego poziomu inteligencji?). Ale dalej, przyznam, książka pozytywnie mnie zaskoczyła.
    Zgodzę się, że fabuła jest świetna. "Zmierzch" średnio przypadł mi do gustu i sądziłam, że ta opowieść Stephenie będzie nieciekawa, ale na szczęście się myliłam. Książka jak najbardziej warta polecenia, strasznie wciąga! Po jej skończeniu rozpaczałam, że nie ma dalszego ciągu, także mogłaby pojawić się jakaś kontynuacja. :)
    Film natomiast nie jest zły, ale książka zdecydowanie lepsza.

    Co do recenzji -nic dodać nic ująć. Krótko, zwięźle i na temat, oby tak dalej! :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Intruza nie czytałem, chociaż teraz mam na niego wielką chętkę : D
    Meyer świetnie pisze, można było już to dawno zauważyć : )
    Astroo - Świetna notka, Eve - nic dodać, nic ująć ;)
    ~ Feniks

    OdpowiedzUsuń